
|

Gazeta Lekarska Przegląd numerów Gazety Lekarskiej Rocznik 2001 Gazety Lekarskiej Numer 2001-11 Były tylko obietnice...
Restrukturyzacja szpitali
Szpital nie jest zamkiem z piasku, a lekarze i
pozostali pracownicy nie są kukiełkami na sznurkach, które w zależności od
własnych, prymitywnych celów można pociągać raz w jedną, innym razem w
drugą stronę.
W ubiegłym roku rozpoczęła się restrukturyzacja szpitali. Powstały
Regionalne Programy Restrukturyzacji. Zaczęto przekształcać mało
wykorzystywane oddziały na inne. Ruszyły remonty. Obniżano stany
zatrudnienia.
Reforma szpitali była zadaniem najtrudniejszym w całym procesie
zmian. Wiele jednostek planowano zlikwidować. Redukcje personelu miały
być dotkliwe. Część szpitali zamierzano sprywatyzować. Dyrektorzy
placówek zamkniętych zapowiadali konkurencję w świadczeniu usług
medycznych. Na tak wielkie zmiany potrzebne są wielkie pieniądze i
wielkie wizje. Te ostatnie mogły być na miarę środków. A te okazały
się skromne w stosunku do zamiarów i marzeń.
Marszałek jednego z województw mówił: "Na restrukturyzację
szpitali z prawdziwego zdarzenia potrzebuję około 500 mln zł. Otrzymam
co najwyżej dziesięciokrotnie mniej środków. Jak w takiej sytuacji mówić
o autentycznej przebudowie systemu szpitalnego. Ponadto początkowo
planowaliśmy w województwie likwidację 5 szpitali. Ostatecznie temu
procesowi poddamy jeden, ale niektóre jego oddziały przyłączymy do
nowo budującej się placówki".
Szpitale pieniądze otrzymały dopiero w ostatnim kwartale 2000 r. Przystąpiono
do realizacji zatwierdzonych projektów restrukturyzacyjnych. Na początku
obecnego 2001 r. Tomasz Grottel, wiceminister zdrowia zapowiedział
kontynuację programów, choć przyznał, że "Restrukturyzacja
szpitali jest najtrudniejsza do przeprowadzenia. Wymaga długiego czasu, a
także konkretnych inwestycji w sprzęt, adaptację pomieszczeń,
odprawy". Ministerstwo Zdrowia deklarowało kwotę 440 mln zł na
programy w 2001 r. i obiecywało rozpoczęcie przekazywania pieniędzy już
od marca.
Proces nie nabrał tempa. Wprost przeciwnie. Nastąpiło zahamowanie.
Ostatecznie z początkowo zapowiadanej sumy w budżecie umieszczono 393
mln zł na ten cel. W II kwartale nie przystąpiono do powszechnego
przekazywania pieniędzy. Później okazało się, że w budżecie państwa
zrobiła się ogromna dziura. Fundusze restrukturyzacyjne zaczęły wisieć
na włosku. Ministerstwo Finansów zasugerowało zmniejszenie tych kwot do
30 proc. Wymieniono sumę 141 mln zł. A kwotą gwarantowaną przez resort
zdrowia było 220 mln zł.
Propozycja Ministerstwa Finansów z przełomu sierpnia i września była
niepoważna, a może nawet szkodliwa. Uświadomiła dyrekcjom szpitali i władzom
samorządowym, że program naprawy systemu szpitalnego nie jest traktowany
przez władze centralne serio. Decyzje zapadają pod określone i doraźne
cele polityków. Brakuje determinacji. Brakuje grupy ludzi, dla której
restrukturyzacja szpitalnictwa byłaby zadaniem nadrzędnym i niepodważalnym,
o którą walczyliby jak lwy.
Determinacji i odwagi brakowało również w regionach. Z planowanych i
zapowiadanych likwidacji jednostek wycofywano się powoli, ale
konsekwentnie. Np. na Mazowszu z 6 szpitali przeznaczonych do zamknięcia
w 2000 r. nie zlikwidowano wówczas żadnego. W konsekwencji województwo
zostało ukarane finansowo za brak rozpoczęcia tego procesu. Także w
innych rejonach Polski nie zdecydowano się na początkowo planowaną większą
likwidację wytypowanych placówek.
Obecnie program restrukturyzacji szpitali załamał się. Brakuje
prawdziwych pieniędzy. Brakuje męskich decyzji i konsekwencji w
realizacji projektów. Można wyciągnąć wniosek, że przeprowadza się
eksperymenty. Może wyjdzie, a może nie. Charakterystyczny jest pogląd
Zbigniewa Kuźmiuka, marszałka województwa mazowieckiego, który mówi
publicznie: "Trudno sobie wyobrazić mojego następcę, który w
przyszłym roku będzie namawiał samorządy, aby składały programy
restrukturyzacyjne, likwidowały niepotrzebne szpitalne oddziały, skoro w
tym roku to wszystko się załamało. Usłyszy odpowiedź: nie będziemy
podejmowali takich działań, bo są niepopularne w naszych środowiskach,
a pan jest niewiarygodny i niepoważny".
Podobnych opinii jest niemało. I nie zmienią jej pieniądze, które w
wysokości około 300 mln zł będą prawdopodobnie w tym roku przekazane
na przekształcenia jednostek. Tak wielkie i skomplikowane przedsięwzięcie
nie może być traktowane przez decydentów jak zabawa w piaskownicy.
Szpital nie jest zamkiem z piasku, a lekarze i pozostali pracownicy nie są
kukiełkami na sznurkach, które w zależności od własnych, prymitywnych
celów można pociągać raz w jedną, innym razem w drugą stronę.
Dotychczasowe zabawy poderwały zaufanie do autorów całego projektu.
Wysoki urzędnik Ministerstwa Zdrowia, który poprosił o anonimowość
poinformował "Gazetę Lekarską", że w przyszłorocznym budżecie
państwa brakuje kwoty przeznaczonej na restrukturyzację. Czy jest to
pomyłka, przeoczenie, wycofanie się z całego programu? A może jest to
przyznanie się do klęski w zakresie reformowania systemu szpitalnictwa w
Polsce?
W 1997 r. szpitale były zadłużone na sumę 1,2 - 1,6mld zł. Nie można
było określić dokładnej liczby. Na rok przed wejściem reformy w życie
ówczesny minister zdrowia zapowiedział oddłużenie szpitali. Długi
zaczęły lawinowo rosnąć. Mówiło się o 5-6 mld zł zadłużenia.
Pesymiści wymieniali astronomiczną kwotę ponad 7 mld zł. Akcja oddłużania
szpitali była prowadzona kilkakrotnie. Nie przyniosła rezultatów.
Obecnie wiele jednostek przyznaje się do kolejnych niespłaconych zobowiązań.
Niemal codziennie pojawia się wiadomość taka jak np. "Szpital w
Augustowie ma prawie 10 mln długów. Co miesiąc jednostka generuje
dalsze 600 tys. zł zadłużenia. Grozi mu likwidacja".
Zadłużenie szpitali ponownie wynosi kilka mld zł. Nie lepiej wygląda
sytuacja szpitali klinicznych. Ich zobowiązania wynoszą obecnie ponad
400 mln zł. Te fakty potwierdzają tezę, że coś jest nie w porządku z
całym reformowanym systemem szpitalnictwa. Gdyby mechanizm był prawidłowy,
tyle placówek nie borykałoby się z tak ogromnymi problemami, chociaż są
również przykłady pozytywne. Są jednostki nie będące na debecie. Są
takie, które wyszły z wielkiej zapaści finansowej. Np. szpital
powiatowy w Ełku, który z bankruta przekształcił się w jednostkę
przynoszącą zyski. Ze szpitala publicznego z 10 mln długu został
zamieniony w spółkę prawa handlowego, sprawnie zarządzaną przez młodego,
dobrze wykształconego menedżera. Ten przykład pokazuje, że można
pracować inaczej i mogą być efekty.
Prof. Mariusz Łapiński, desygnowany na ministra zdrowia mówi o
konieczności inwentaryzowania szpitali. Co to oznacza? "Te, w których
warunki leczenia urągają wszelkim standardom być może powinny być
przekształcone w oddziały rehabilitacyjno-pielęgnacyjne. Zamiast
rozpraszać środki, trzeba dążyć do tworzenia szpitali silnych,
nowoczesnych, z doświadczoną kadrą" - zapowiada nowy minister.
Ponadto prof. Łapiński powołując się na niezależnych ekspertów uważa,
że sprawny system może działać przy składce nie mniejszej niż 10
proc. Jej obniżenie do 7,5 proc. na początku reformy przyniosło stratę
8 mld zł w ciągu 3 pierwszych lat wdrażania nowego systemu.
Ochrona zdrowia należy do ostatnich, którą zaczęto reformować. Największe
problemy są z organizacją systemu nowocześnie funkcjonujących
szpitali. Są one od dziesięcioleci zaniedbywane, nieremontowane,
niedoinwestowane. Pieniądze restrukturyzacyjne są zbyt małe, aby zmienić
system, a niecierpliwość decydentów zbyt wielka, aby zmiany
konsekwentnie wprowadzać bez oglądania się na okresowe niepowodzenia i
dziury finansowe. Nieustannie zmieniane decyzje i programy nie poprawią
sytuacji. Wiele razy pisałam, że potrzebne są konsekwencja,
determinacja i odwaga. Skandalem jest brak środków. Skandalem są
nieprzemyślane decyzje pod doraźne cele polityczne.
G.C.
Gazeta Lekarska - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.
|