Partnerami serwisu są:



 

 Gazeta Lekarska  Przegląd numerów Gazety Lekarskiej  Rocznik 2001 Gazety Lekarskiej  Numer 2001-11  Szpital z duszą 

Specjalistyczny Szpital Kompleksowej Rehabilitacji i Ortopedii Dziecięcej "Górka" w 75- lecie istnienia prezentuje się jak lecznica na europejskim poziomie.

Autorska metoda rehabilitacji i chirurgicznego leczenia mózgowego porażenia dziecięcego, a także niepowtarzalna rodzinna atmosfera pozostaną cechami wyróżniającymi "Górkę".

Dwóch lekarzy, wobec których użycie przydomków: "społecznicy" oraz "fanatycy medycyny" jest jak najbardziej zasadne, zaważyli na losach "Górki". Pomysłodawca i budowniczy szpitala (obiekt powstawał w latach 1922-1926 ) na żwirowej górce w Zbludowicach, wsi położonej na obrzeżach uzdrowiska Busko Zdrój, dr Szymon Starkiewicz to Judym, tylko bardziej spełniony niż ten z kart powieści Stefana Żeromskiego. Dla powojennej "Górki" wielką indywidualnością stał się dr hab. med. Tomasz Goryński, jeden z najwybitniejszych przedstawicieli warszawskiej szkoły ortopedycznej, uczeń nieodżałowanego profesora Adama Grucy. Kierował ośrodkiem w latach 1969 - 1988. Wielcy duchem Starkiewicz i Goryński najwyraźniej czuwają z zaświatów nad miłością swego życia - "Górką".

Przywołanie postaci Judyma jest jak najbardziej usprawiedliwione. Pracując w Zagłębiu Szymon Starkiewicz zetknął się z biedą podobną do tej, z jaką walczył bohater Żeromskiego. To dla dzieci nękanych gruźlicą kostno - stawową Starkiewicz, zapewne zwolennik poglądów autora "Ludzi bezdomnych", postanowił wybudować sanatorium, w którym powracałyby do zdrowia. Żeromski zmarł na rok przed spełnieniem tego marzenia o "szklanych domach" i to na jego ziemi - Kielecczyźnie. "Górka" w dobie II Rzeczypospolitej przypominała dziecięcą republikę. Południowym zboczem opadał w dół ogród warzywny. Zdrowsze dzieci doglądały "swoich" grządek, a przy łóżku miały roślinki w doniczce. Ku słońcu zwracały się szeregi balkonów z miejscami do leżakowania. Sad owocowy i gospodarstwo hodowlane zapewniały samodzielność aprowizacyjną. Z północnej strony rozłożystego gmaszyska z dobrej cegły (cegielnia jeszcze dożywa swoich dni) rozciągał się park, doskonale przygotowany do lekcji geografii; między sztucznymi zbiornikami wody płynęły Wisła i Odra, ożywiając plastyczną mapę Polski. Nie brakowało tu miejsc do wszelkiej rekreacji.
Żyją jeszcze- niekiedy rozsiani po świecie - przedwojenni kuracjusze "Górki". Musiało być coś wyjątkowego w jej atmosferze, że po sześćdziesięciu latach wracają wciąż do niej pamięcią, w listach do bliskich pytają o los szpitala.
- Zafascynowanie "Górką" nie przestaje się udzielać wszystkim, którzy się z nią zetknęli w dalszej i bliższej przeszłości - potwierdza dr n. med. Janusz Maria Dobrowolski, dyrektor szpitala, wybrany na następcę i kontynuatora przez doc. Goryńskiego, tytana pracy, spod ręki którego w dawnym województwie kieleckim wyszli wszyscy zdobywający specjalizację ortopedzi, z wyjątkiem...jednego.
Urodzona w Busku mieszkanka Sztokholmu Halina Nurek-Sandell przez ostatnie dwie dekady jest ambasadorem "Górki" w Szwecji. Otwarta na jej potrzeby - a szpital w ostatnich latach poddano kapitalnemu remontowi i modernizacji - otworzyła wiele nieskłonnych do sentymentów serc Szwedów. Od czasów pierwszej "Solidarności" organizowała pomoc materialną i sprzętową dla szpitala. Utorowała drogę do wymiany naukowej z prestiżowym szpitalem uniwersyteckim "Karolinska" w Sztokholmie. Prawie wszyscy lekarze z "Górki" mieli możliwość kilkakrotnie pracować po kilka miesięcy w tamtejszej Klinice Ortopedii Dziecięcej i przedstawiali szwedzkim uczonym swoją metodę rehabilitacji i leczenia chirurgicznego dzieci z porażeniem mózgowym. Ortopedzi z "Karolinska" odwiedzają "Górkę" przy okazji kongresów naukowych w tej części Europy. Wspólnie zorganizowano sympozjum neuroortopedyczne z udziałem prof. Jana Goldiego kierownika cenionej Kliniki Ortopedii w "Karolinska".
"Górka" ma przyjaciół również w Wielkiej Brytanii. Po śmierci wieloletniej przyjaciółki szpitala miss Daphne M. Doughton, przyjaciele utworzyli Fundusz Jej Pamięci ("Daphne Doughton Memorial Fund") i nie ustają w wysiłkach, by finansowo wspierać szpital dziecięcy w Busku Zdroju. Angielka przy okazji akcji wspierania polskich nauczycieli w nauce języka angielskiego poznała "Górkę" i zapałała afektem do dziecięcego szpitala.
- Ten szpital powstał z niczego, z pięknej idei i zapału. Doktor Starkiewicz furmanką docierał do okolicznych ziemian, kwestował wraz z najbliższą rodziną w całej Polsce, a jak trzeba było z miejscowymi chłopami fizycznie pracował przy jego budowie - przypomina mgr piel. Halina Wielogórska z-ca dyr. ds. organizacyjnych, szafarka funduszy szpitala. - Toteż jako szefowa Fundacji na rzecz "Górki" nigdy nie czułam się zniechęcona trudnościami. Czymże one są w porównaniu ze zmaganiami dr. Szymona Starkiewicza...
Dzielność Starkiewicza, determinacja i wielka miłość do "Górki" przetrwały w tych murach. Nowo przyjęci do pracy wkrótce zarażają się bakcylem "Górki", odejścia są rzadkie i raczej spowodowane wypadkami losowymi.
Historycznie w przedwojennym sanatorium "Górka" kurowały się dzieci z gruźlicą kostno-stawową. Po upaństwowieniu w 1949 r. "Górka" zostaje przekazana pod zarząd Państwowego Uzdrowiska Busko - Zdrój (pozostaje do dziś w strukturach już przekształconego w spółkę prawa handlowego). W 1952 r. epidemia choroby Heinego-Medina zmienia pacjentów "Górki", rok później trafiają tu pierwsze dzieci z porażeniem mózgowym, ale dopiero w 1955 r. uruchomiony zostaje blok operacyjny, co zapoczątkowuje nową erę "Górki". Obecny kierunek pracy zaszczepił na "Górce" doc. dr hab. Tomasz Goryński. Współpraca z klinikami ortopedycznymi: Uniwersytetu Jagiellońskiego, Wojskowej Akademii Medycznej oraz Kliniką Rehabilitacji w Łodzi stała się wkrótce rękojmią udzielanej tu dzieciom pomocy medycznej. MPD nie wyczerpuje bynajmniej "oferty" szpitala. Był czas, że trafiały tu dzieci z mnogimi złamaniami kości, od zawsze pomaga się dzieciom ze skrzywieniami kręgosłupa; skoliozy nie tylko koryguje się skalpelem, ale leczy zachowawczo. Na "Górce" wydłużane są kończyny m.in. metodą Ilizarowa. Generalnie, każdy trudny problem ortopedyczny i rehabilitacyjny może liczyć w tym ośrodku na rozwiązanie. Z rzadka hospitalizuje się dorosłych, oczywiście, za zgodą kasy chorych bądź odpłatnie.
- Rehabilitacja dzieci z porażeniem mózgowym (MPD) wymaga wielkiego oddania, z niczym nieporównywalnego zaangażowania - twierdzi dr n. biol. Kazimierz Arabski, z którego opinią liczy się cała załoga. - Dziecko musi zostać naszym kumplem. W przeciwnym razie nie będzie dobrego wyniku rehabilitacji.
Nowy pacjent "Górki" jest najpierw z wielką starannością "analizowany" przez czteroosobowy zespół lekarzy (co rzadkie, oprócz znajomości ortopedii posiadają także specjalizację z rehabilitacji) i K. Arabskiego, szefa Działu Rehabilitacji.
- Dopóki nie dopracujemy się konsensusu, nie podejmujemy radykalnych kroków - twierdzi dr Dobrowolski. - Najczęściej bywa tak, że dziecko wymaga korekcji przykurczów w stawach skokowych, kolanowych i biodrowych obu kończyn dolnych. Wykonujemy te zabiegi w dwa zespoły chirurgiczne "na wszystkich piętrach", w czasie jednego znieczulenia. Naprawiamy układ kinematyczny wówczas, gdy na drodze zachowawczej nie można już osiągnąć postępu. A potem uczymy małego człowieka chodzić...
- Unieruchomienie w gipsie nie oznacza leżenia w łóżku - mówi K. Arabski. - Już po kilku dobach maluchy poruszają się z pomocą chodzików; narządy wewnętrzne mają optymalne warunki do pracy, kości są odpowiednio obciążone i nie grozi im osteoporoza. Ten okres wykorzystujemy na wzmocnienie rąk i udoskonalanie ich funkcji. Odbywa się to nie tylko w salach kinezyterapii, nieocenioną pomoc wyświadczają warsztaty terapii zajęciowej, pojmowane jako miejsce pielęgnowania talentów plastycznych - i ich odkrywania - oraz zabawy. Nigdy nie powinniśmy zapominać, że mały pacjent ma prawo do radosnego dzieciństwa, jeśli mu je odbierzemy, będzie to nasza porażka. Przez kilka tygodni, czasami kilka miesięcy mamy mu stworzyć namiastkę rodzinnego domu. Dzieci zależnie od wieku mogą na miejscu korzystać z przedszkola, szkoły podstawowej i gimnazjum. Wspólnie z pedagogami, psychologiem, logopedą pracujemy nad tym, by oddane nam chore dziecko mogło wrócić do swojego otoczenia i czuło się w nim jak pełnowartościowy człowiek, bez psychicznej blokady przed skorzystaniem z pływalni czy boiska sportowego, przed pójściem do kina czy teatru. By zdobyło sprawności przed przybyciem do nas "nieosiągalne": potrafiło się samo ubrać, zadbać o własną toaletę i wygląd, samodzielnie jadło posiłki.
Podczas jednego z kongresów naukowych, poświęconego mózgowemu porażeniu dziecięcemu (MPD) pewien amerykański ortopeda zbulwersował licznie zgromadzonych pediatrów, neurologów (przyjęło się, że MPD to ich domena) wypowiedzią: "Dziecku choremu na MPD najbardziej są potrzebni: inteligentni rodzice, liczne rodzeństwo (by miało wzorce) i może! czasem ortopeda..." Opinia ta jest dość skrajna, ale nie pozbawiona racji. Uraża wiele środowisk ( zielarze, bioenergoterapeuci, chiropraktycy, fizjoterapeuci), które utrzymują, że mają w rękach panaceum na MPD. Takiego panaceum nie ma nikt, także zespół "Górki", bo uszkodzenia mózgu - wrodzonego, jak twierdzi coraz więcej autorytetów- nie leczy ani genialnie wykonany zabieg chirurgiczny kończyn, ani rehabilitacja w najlepszym wykonaniu. Poprzez te usiłowania można osiągnąć tylko lepszą jakość życia. I oczywiście, ta gra jest warta świeczki.
- Niech nas Bóg broni nie wsłuchiwać się w to, co mówią rodzice. Oni znają dziecko najlepiej - mówi dr Dobrowolski. - Naszym zadaniem jest ulepić z nich fachowców. Wrócą z dzieckiem do domu i od nich wszystko będzie zależeć. Dlatego prowadzimy "szkołę rodziców"; wielu z nich towarzyszy swoim pociechom. Wynajmują pokoje, w których spędzają tylko noc. Całymi dniami nas podpatrują; to ważne i dyscyplinujące dla zespołu "Górki". Chodzi nam o to, aby ich styl życia był od tej pory podporządkowany rehabilitacji.
Trudno w artykule prasowym opisywać metodę rehabilitacji preferowaną w szpitalu "Górka". (Doświadczenie zbierane dziesiątki lat! "To rodzaj sztuki - twierdzi dr Dobrowolski - pytaj malarza, ile używa białej farby, żeby osiągnąć tak piękną biel...".) Łatwiej powiedzieć w wielkim skrócie, co na pewno nie jest akceptowane. Mięsień spastyczny to mięsień, który nie lubi nadmiernego wysiłku (a już zwłaszcza po przebytym zabiegu chirurgicznym). "Katowany" ćwiczeniami, nawet biernymi, zachowuje się tak, jakby odniósł - bo tak jest! - tysiące mikrourazów, które skutkują bliznami, a więc zwłóknieniami. W rezultacie, przykurcze, największe zmartwienie w tej chorobie, będą jeszcze większe. Znane są sytuacje, że co zamożniejsi rodzice nie ustając w wysiłkach zapewniają dziecku codzienną pomoc kinezyterapeuty, masażysty, a stan pacjenta zamiast się poprawiać, ulega pogorszeniu; dziecko, które samodzielnie chodziło, nagle przestaje się poruszać o własnych nogach.
Widziałam "Górkę" czternaście lat temu; dwudziestoosobowe sale, bariery architektoniczne na każdym kroku - szokowały w tym miejscu. Merytorycznie był to już wtedy ośrodek, którego nie powstydziłaby się niejedna akademicka klinika. Dzisiejsza "Górka" standardy pobytu dzieci i ich rehabilitacji ma podniesione do poziomu europejskiego. Oznaczało to "wyprucie" wnętrz do ścian. Warunki hotelowe uległy radykalnej poprawie; wielkie sale nareszcie podzielono na mniejsze. Dzięki PEFRON-owi zamontowano windy, wybudowano podjazdy dla wózków. Wyposażono w sprzęt liczne sale do kinezyterapii w czterech oddziałach szpitalnych. Z funduszy MOŚ zainstalowano m.in. ogrzewanie olejowo - gazowe. Balneoterapia zyskała na funkcjonalnych rozwiązaniach; powiększono basen, zainstalowano kilka nowoczesnych wanien do kąpieli wirowych, do których mały pacjent wkładany jest z pomocą specjalnego podnośnika (co oszczędza kręgosłupy personelu; dyskopatia bywała powodem odejścia pielęgniarek). Po restrukturyzacji "Górka" dysponuje 164 łóżkami, a w szpitalu wykonywanych jest ok. 600 zabiegów chirurgicznych rocznie.
Ostatnim etapem odmłodzenia "Górki"- po zgromadzeniu odpowiednich środków - będzie modernizacja bloku operacyjnego - w pewnym sensie serca szpitala. Pomimo ciasnoty, być może dzięki przestrzeganym reżimom oraz mikroklimatowi panującemu wokół dwupiętrowego gmachu od jedenastu lat (drzewostan?) nie odnotowano ani jednego przypadku komplikacji (ropienie blizn, zakażenia wewnątrzszpitalne) pooperacyjnych.
"Górka " miałaby wielkie szanse zdobyć certyfikat jakości i tytuł szpitala przyjaznego dziecku. Póki co administracyjna obsługa 14 umów z kasami chorych jest tak absorbująca, że zwyczajnie nie starcza czasu na inne przedsięwzięcia, choćby tak ważne dla medialnego wizerunku szpitala.

Halina Kleszcz

Dr n. med. Janusz Maria Dobrowolski, naczelny dyrektor "Górki": - Nigdzie w Polsce, a śmiem twierdzić, że na świecie, nie ma szpitala o podobnej formule, w którym zapewniona jest kompleksowość; skalpel bywa nieodzowny, ale nie jest nadużywany, prymat dany jest rehabilitacji - przemyślanej do niuansów.
fot: Halina Kleszcz


Mgr Halina Wielogórska, absolwentka Szkoły Zdrowia Publicznego w Krakowie, w głównej mierze zapewnia szpitalowi płynność finansową, gimnastykując się pomiędzy 14 kasami chorych, z którymi "Górka" podpisuje kontrakty: - Mamy moralny obowiązek przeprowadzić ukochane dziecko Starkiewicza przez meandry reformy zdrowia.
fot. Halina Kleszcz

Gazeta Lekarska - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska.
Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.

Wstecz  
W górę ekranu  
Copyright (c) 2005  
Korespondencja: lekarska@gazeta.pl  
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl  
Data utworzenia: 2007-04-04