|
Gazeta Lekarska Przegląd numerów Gazety Lekarskiej Rocznik 2003 Gazety Lekarskiej Numer 2003-10 W państwowym czy sprywatyzowanym?
Kolejne pomysły uzdrawiania służby zdrowia, powstrzymania lawinowo narastających długów dopuszczają możliwość prywatyzowania niektórych placówek służby zdrowia. Skłoniło to nas do ogłoszenia minisondy, której pytanie brzmi: Czy woleliby państwo w przyszłości pracować w szpitalu państwowym czy sprywatyzowanym? Nie było i nie będzieOsiołkowi w żłoby dano. W jeden: szpital państwowy (a właściwie samodzielny, publiczny, niedofinansowany przez NFZ, co to niezależnie od popytu na usługi może upaść pod ciężarem długów). W drugi: szpital prywatny, lepiej zarządzany (być może), ale bez żadnej misji ani obowiązku leczenia każdego zgłaszającego się. Ten drugi pewnie milszy - czyściutko, wszystko nowe, ubrania dla personelu eleganckie, nikt się nie śpieszy - no i każdy ciężko chory, a nawet zagrożony powikłaniami, na wstępie dowiaduje się, że to miejsce nie dla niego, bo stanowiłby zbytnie obciążenie dla finansów szpitala. A ja jestem od 25 lat anestezjologiem pracującym na oddziałach intensywnej opieki lekarskiej i tylko takich chorych umiem leczyć - więc nie dla mnie czyściutki szpital, eleganckie ubranko, nowy sprzęt i spokojna praca. Ten drugi gorszy - orka na ugorze, nieustające zagrożenie upadłością, pacjentów więcej niż miejsc, sypiące się tynki, brak sprzętu, ciągłe awantury o wszystko - o sprzęt, o leki i odrobinę szacunku dla chorych, i dla nas, personelu. Ale tu są prawdziwi chorzy i prawdziwe wyzwania. A ja chciałabym pracować w czystym i nowoczesnym, dobrze wyposażonym i dobrze zarządzanym szpitalu, gdzie nie musiałabym zastanawiać się, czy danego chorego opłaca się leczyć. Obiecuję nie wyrzucać pieniędzy bez sensu i nie pożądam luksusu. Chcę tylko spokoju, prawa do leczenia ciężko chorych i rozsądnych warunków. I chcę, żeby właściciel (państwo? kasa? fundusz? samorząd? prywaciarz?) nie spodziewał się z leczenia zysków. Zyskiem ma być uratowane życie, odzyskane zdrowie, dobre samopoczucie. (...) No cóż, zatem liczy się tylko dzisiejszy chory, niech przeżyje. A lepiej? Ani nie było, ani nie będzie. dr n. med. Teresa Korta specjalista anestezjolog, Oddział Intensywnej Terapii B SPCSK AM w Warszawie Ktoś mnie kupi Ściskam kciuki, by wreszcie runęło to dziadostwo w państwowych szpitalach. Mam nadzieję, że będę jeszcze kiedyś leczył i operował ludzi w prywatnym szpitalu, który swoje zyski - wypracowane również przeze mnie - będzie przeznaczał na rozwój, a nie na zatrudnienie kolejnych protegowanych biuralistek albo spełnianie zachcianek zaprzyjaźnionych z dyrekcją ordynatorów. (...) Od 27 lat jestem ginekologiem-położnikiem i jeszcze zostało mi trochę zdrowia. Już jestem za stary na Norwegię czy Kongo. Bez wahania i lęku wystawię swoje doświadczenie, wiedzę i entuzjazm na sprzedaż. Ktoś mnie kupi, jak nie tu, gdzie pracuję, to gdzie indziej. Mam dosyć dyżurowania po nocach, wysłuchiwania cynicznych uwag administracji, kiedy domagam się paru złotych, żeby całkiem nie zejść na dziady. Obawiam się może trochę o młodzież lekarską i jej rozwój zawodowy, ale przecież teraz i tak nic ciekawego jej nie czeka. Leszek ginekolog-położnik z woj. pomorskiego Dziś - w państwowym Dzisiaj jako chirurg nie pozbawiony ambicji zawodowych wolałbym pracować w szpitalu państwowym. Wydaje mi się, że jeszcze sporo czasu upłynie, zanim sprywatyzowane szpitale będą na tyle silne, żeby dysponować możliwościami diagnostycznymi i przyjmować do leczenia wszystkie przypadki wymagające interwencji chirurga. Znakomicie funkcjonujące obecnie szpitale prywatne przyjmują tylko takich pacjentów, u których rozpoznania nie są obarczone wysokim ryzykiem wystąpienia powikłań. W istotny sposób ogranicza to możliwości uprawiania chirurgii. Jako chirurg nie chciałbym ograniczyć się do operacji pęcherzyka żółciowego, przepukliny czy żylaków, ale chciałbym nadal operować chorych z nowotworami przełyku, żołądka czy jelita grubego. Pełna realizacja zawodowa chirurga wiąże się z podejmowaniem leczenia przypadków trudnych. Uczyłem się tego przez wiele lat, podpatrywałem nowości na zjazdach krajowych i zagranicznych. A z tego co wiem w szpitalach prywatnych takiego zapotrzebowania nie będzie. Andrzej Włodarczyk chirurg z Warszawy Nie boję się Jeżeli miałoby to zależeć od mojej wygody, to lepiej byłoby pracować w szpitalu państwowym. Oczywiście to program minimum. Natomiast jeżeli chce się podnosić jakość świadczonych usług, a ja właśnie tego chcę i taką postawę zalecam młodszym kolegom, to wołałbym szpital sprywatyzowany. Widzę w nim szansę rozwoju. Czy bałbym się o swój los w przypadku prywatyzacji? Oprócz pracy szpitalnej pracuję także naukowo w Akademii Wychowania Fizycznego i jest to moje drugie źródło utrzymania. (...) Cezary Kucio Internista, ordynator w Okręgowym Szpitalu Kolejowym w Katowicach Normalny szpital Przyjazny pacjentom i lekarzom szpital nie zależy od charakteru własności. O efektywności i sukcesach placówki decyduje wizja, jaką ma jego właściciel. Ale także kierownik. Przez wiele lat pracowałam w szpitalu publicznym, w którym nie było długów. Był to szpital, w którym nie wstydziłam się za innych. Nie zamykano w nim drzwi przed chorymi ludźmi usprawiedliwiając się brakiem łóżek, nieobecnością lekarzy w godzinach wieczornych i nocnych, czy zepsutą aparaturą. Dyrektor obdarzony był zaufaniem pracowników i chorych. Miał autorytet. Jego decyzje nie były podważane, ośmieszane ani dyskredytowane przez podwładnych. Dyrektor zaprowadził wzorowy porządek. Lekarz, pielęgniarka, technik, administratorka znali swoje obowiązki i nie starali się zrzucać ich na kolegów. W trudnych sytuacjach lekarze dawali z siebie wszystko. Ale były też chwile na głębszy oddech, czas relaksu i gorącą herbatę. Sprawnie pracowała księgowość. Dyrektor nie był rozrzutny, ale nie robił żadnych oszczędności na leczeniu pacjentów. Lekarzom starał się płacić za pracę według możliwości. Nie zalegał z wypłatami. Wiem, że sytuacja finansowa w kraju nie jest dobra. Nie oczekuję wynagrodzenia ponad miarę, ale chcę dostawać je terminowo i w całości. Nie chcę jako lekarz być obarczona nadmiernymi czynnościami administracyjnymi czy zmartwieniami finansowymi. Nie chcę być oskarżana przez pacjentów o winy, które popełniają menedżerowie szpitala. Chcę być lekarzem i leczyć ludzi. Taki mam zawód. Nieważne, w zakładzie publicznym czy prywatnym. Szpital ma być normalny. Teresa Stajniak internistka z Warszawy Nie mam szans Chciałbym pracować w szpitalu, który zapewniłby mi godne warunki pracy, pozwoliłby mi podnosić kwalifikacje zawodowe i dałby mi bezpieczeństwo socjalne. Obawiam się, że w polskich realiach nie mam szans na spełnienie swoich marzeń. Niedoszacowanie procedur medycznych będzie powodowało kłopoty finansowe szpitali, bez względu na ich tytuł właścicielski. Efektem tego będą gorsze warunki pracy i płacy. Oczywiście, właściciele szpitali będą minimalizować wydatki kosztem pracowników. Jak wiadomo, 70% wydatków szpitala stanowią wynagrodzenia. Jeżeli nie zmieni się sposób myślenia decydentów o służbie zdrowia, to ja nie chcę pracować w żadnym szpitalu. Józef Lula pediatra z Żarowa na Dolnym Śląsku Popychadło właściciela W Polsce lekarz częściej woli praktykować w szpitalu publicznym. Dlaczego? Bo jest bezpiecznie. Dyrektorzy nie zwalniają z pracy lekarzy niedouczonych, pijących alkohol na dyżurach i mających inne brzydkie przewinienia na sumieniu. W szpitalu publicznym lekarz oczekuje, a nawet żąda wypłaty w terminie. Ma prawo do protestu, gdy w zakładzie bardzo źle się dzieje. W prywatnym byłby zmuszony do rzetelnej i ciężkiej pracy. Nie mógłby leserować, uchylać się od dodatkowych kursów czy niedzielnych dyżurów. Przez rok pracowałem w szpitalu w Anglii. Tam obowiązki lekarskie są bardzo precyzyjnie określone. Lekarz nie popycha wózka z chorym, nie wypełnia karty pacjenta w izbie przyjęć, a stażysta-lekarz nie jest osobistym sekretarzem swojego opiekuna medycznego. Pracy jest dużo, ale lekarskiej. Nie usługowej czy administracyjnej. Obawiam się jednak, że w Polsce zorganizowanie szpitali prywatnych na powszechną skalę jest zadaniem syzyfowym. (...) Roman Dębski anestezjolog z Łodzi Będzie im zależało Pewnie, że wolałabym sprywatyzowany. Pracuję wprawdzie obecnie w szpitalu dobrze wyposażonym i o dużym potencjale ludzkim, ale jest to szpital bez pieniędzy na diagnostykę i leczenie na odpowiednim poziomie. Myślę, że gdyby nasz szpital sprywatyzował się, to jeszcze bardziej wykorzystałabym swoje możliwości i umiejętności zawodowe. Moja praca stałaby się bardziej efektywna. Mogłabym zajmować się hematoonkologią, a nie tylko hematologią tradycyjną. Szpital sprywatyzowany dałby mi więcej możliwości wyżycia się w swoim zawodzie. Wielu mówiąc o prywatyzacji obawia się, że zostaną zwolnieni z pracy, bo - jak mawiają - jest nas za dużo. Mam nadzieję, że jeśli w prywatyzacji zwycięży rozsądek, a przede wszystkim kwalifikacje zawodowe, a nie znajomości, to ja z pewnością uchowam się. (...) Małgorzata Klimza pediatra i hematolog z Wojewódzkiego Szpitala w Częstochowie Przedsiębiorca medyczny To jest bardzo trudne pytanie. Nie leczyłem ludzi w szpitalu prywatnym. Nie mam żadnych doświadczeń z prywatnych klinik. W naszej służbie zdrowia nie dzieje się dobrze. Sytuację taką mogą wykorzystać różnej maści hochsztaplerzy. W dzisiejszej Polsce każdy chce się szybko dorobić. I to najczęściej jak najmniejszym wkładem własnej pracy i własnych pieniędzy. Powstała u nas kategoria ludzi "sprytnych", którzy wykorzystują każdą nadarzającą się okazję do zbicia majątku i to dużego w krótkim czasie. Na początku "sprytni" nie mają własnego kapitału, ale bogacą się na kłopotach innych ludzi. Często na kłopotach państwowych zakładów, firm i spółek. Są w tym mistrzami. Mam takie przykre uczucie, że wokół służby zdrowia kręcą się tacy właśnie menedżerowie. Ludzie, którzy pierwszy milion dolarów chcą ukraść publicznym szpitalom, a potem stać się ich właścicielami. Słyszałem o firmach, które wykupują długi szpitali publicznych. Mają one szansę stać się współwłaścicielami zakładów zdrowotnych. Pytam: "Czy mogą być uczciwymi przedsiębiorcami medycznymi z prawdziwego zdarzenia?" Ilu w Polsce mamy ludzi z porządnym kapitałem, którzy zechcą wybudować swój szpital, na własnym placu, i zechcą go wyposażyć w nowoczesną aparaturę oraz zatrudnią lekarzy za własne pieniądze? Nie słyszałem o takich. Słyszałem o dzikiej prywatyzacji. (...) Artur Chyliński lekarz rodzinny z Małopolski Raczej w prywatnym Jestem lekarzem na wysłużonej emeryturze. Pracowałam w całkiem innej rzeczywistości przez większość mojego życia zawodowego: 15 lat w Instytucie Matki i Dziecka, Szpitalu ZOZ w powiecie Otwock, Szpitalu Miejskim (Bielany), w MZiOS (główny specjalista). Obecnie, znając realia ochrony zdrowia w naszym kraju, gdybym mogła stanąć przy łóżku chorego, chciałabym uczynić to w prywatnym zakładzie. Dlaczego? Otóż mam wrażenie, że praca w szpitalu prywatnym pozwoli mi uniknąć stresów administracyjnych. Nie będę zabiegać o przywileje w pralni, aptece, u panów rzemieślników-fachowców. Po prostu zajmę się pacjentem. (...) Chciałabym, aby pacjent był moim jedynym podmiotem, a nie przedmiotem moich zainteresowań i pracy. Na pewno problemem będą pacjenci. Nie umiałabym pracować w zakładzie, gdzie wyraźna jest różnica w traktowaniu pacjentów opłacanych przez FOZ, a pacjentów prywatnych. Status społeczny pacjenta nie może wpłynąć na sposób leczenia chorego, po prostu jest tylko chorym. Grażyna Choderna Warszawa Nie ciągnie mnie do zmiany Bałabym się skoczyć na głęboką wodę czy też ruszyć w nieznane: przenieść się do pracy w prywatnym szpitalu. Oznaczałoby to dla mnie utratę poczucia stabilizacji, którą - przynajmniej dotąd - zapewniał szpital państwowy. Obawiam się też rywalizacji o względy przełożonych i własny status finansowy. Poza tym bezwzględne przestrzeganie reżimów oszczędnościowych może sprzyjać działaniom nieetycznym. Zniechęca mnie też brak wpływu pracowników na decyzje właścicieli. W sumie - nie ciągnie mnie do zmiany i nie chcę być do takiej zmiany zmuszona. Katarzyna Mareczek lekarz rodzinny, woj. zachodniopomorskie Pytanie teoretyczne Jest to na razie przynajmniej pytanie czysto teoretyczne, gdyż w Polsce nie ma ani jednego prywatnego szpitala z prawdziwego zdarzenia, tzn. wykonującego pełen zakres zabiegów, także tych trudnych. Obecnie funkcjonujące prywatne instytucje skupiają się na łatwych i średnio trudnych procedurach, unikając tych kosztownych i trudnych, np. onkologicznych. Jestem pewna, że praca w placówkach prywatnych jest bardziej satysfakcjonująca. Nie tylko materialnie. Nie zatrudnia się tam miernot, liczą się kwalifikacje i konkretne umiejętności, a nie siatka uzależnień. Last but not least - nie ma tam śladu NFZ... Czego sobie i innym życzę. Wiesława Klemens Gdańsk Wybrałbym normalność Przez ponad 30 lat pracowałem, tak jak wówczas wszyscy, w szpitalach państwowych, doświadczając ich biedy i nonsensów. Tymczasem przodujący ustrój zbankrutował. Wielu wspomina go teraz z sentymentem - równocześnie jak jeden mąż narzekając na obecne lecznictwo. A to przecież relikt tamtej epoki! Dawniej od kolegów wyjeżdżających na Zachód słyszałem: tam się pracuje ciężko, ale normalnie. Jakoś nie pamiętam, by eksponowano różnice między lecznictwem prywatnym i w szerokim sensie państwowym. Tęskniliśmy za tą normalnością i odpowiedź, jaka ona teraz jest zawiera się właśnie w podtekście pytania: gdzie wolałbyś pracować? To banalne. Chciałbym pracować w normalnych warunkach, gdzie pacjent i lekarz mają godne warunki, gdzie można leczyć według zasad wymaganych od studentów i specjalizantów. Móc zrobić to, co należy, zarobić tyle, ile się należy. W tej sytuacji raczkujące lecznictwo prywatne jawi się jako oaza normalności, w miarę niezależna od meandrów polityki zdrowotnej, lecznictwo, gdzie eleganckie placówki kuszą komfortem i sprawną organizacją, ściągają dobrych specjalistów i bogatszych pacjentów. Dobre szpitale, ale dla niewielu. Jako psychiatra muszę jednak dodać, że takich luksusowych szpitali w mojej specjalności długo jeszcze nie będzie. Więc wyboru nie ma. Gdyby był - wybrałbym normalność, niezależnie od tego, gdzie bym ją znalazł. Tomasz Jaroszewski tojaros@wp.pl Zebrali GrJuMa Gazeta Lekarska 2003-10 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska. Dla członków izb lekarskich bezpłatnie. |
Wstecz
W górę ekranu
Copyright (c) 2005
Korespondencja: lekarska@gazeta.pl
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl
Data utworzenia: 2007-04-04