|
Gazeta Lekarska Przegląd numerów Gazety Lekarskiej Rocznik 2007 Gazety Lekarskiej Numer 2007-12 Czas pracy lekarzy - (Nie)Korzystna wieloznaczność
Przesłanką do wprowadzenia zgodnych z dyrektywą unijną norm czasu pracy lekarzy było zrównanie warunków pracy w tym zakresie pracowników medycznych oraz osób pracujących na rzecz przedsiębiorstw z innych gałęzi gospodarki. Rozwiązanie to słuszne, ale jednoznacznych rozwiązań, które należałoby zastosować w praktyce - brak.
Kłopotliwy opt-out Przeciętny tygodniowy czas pracy lekarzy ma wynosić 37 godz. 55 min. Okresem rozliczeniowym nie będzie, jak do tej pory, tydzień, ale miesiąc. W szczególnie uzasadnionych przypadkach, których ustawodawca nie precyzuje, czas pracy pracowników medycznych będzie można rozliczać w oparciu o okres trzymiesięczny. Rozwiązanie to jest korzystne z punktu widzenia pracy szpitala, ponieważ daje możliwość płynnego rozliczania czasu pracy lekarzy. W szpitalnictwie zamkniętym, gdzie istnieje konieczność zapewnienia opieki medycznej przez całą dobę, szef jednostki będzie mógł na podstawie kodeksu pracy - bez zgody lekarza - wydłużyć czas jego pracy maksymalnie do 48 godz. w tygodniu. Okresem rozliczeniowym w tym przypadku będzie jeden miesiąc. W szczególnie uzasadnionych przypadkach, których ustawodawca nie podaje, okres rozliczeniowy może być wydłużony do 4 miesięcy. Twórcy nowelizacji założyli jednocześnie, że w tygodniu pracuje się przeciętnie pięć dni. W rozkładzie dobowym czas pracy będzie wyglądał następująco: podstawowy wymiar dobowy to 7 godz. 35 min., który w uzasadnionych przypadkach będzie można wydłużyć do 12 godz. Gdyby jednak okazało się, że przy takim systemie czasu pracy w szpitalu brakuje specjalistów, wówczas dyrekcja placówki może wystąpić do lekarzy z propozycją przejścia na tzw. system opt-out. Oznaczałoby to, że medyk w tygodniu pracowałby więcej niż 48 godz. Ile dokładnie? Zdania są podzielone. Padają liczby - 60, 72, 78. Skąd się one biorą? Nadrzędną zasadą przy ustalaniu wymiaru czasu pracy jest obowiązek uwzględnienia przysługującego lekarzowi okresu odpoczynku. Kodeks pracy mówi, że medykowi przysługuje 11 godz. na dobę i 35 godz. w tygodniu nieprzerwanego odpoczynku. I tutaj pojawiają się różne warianty przeliczeniowe. Pierwszy. Jeżeli przyjmiemy, że w przeciętnie pięciodniowym tygodniu pracy lekarz może pracować maksymalnie 12 godz. dziennie, to przemnożywszy te dwie wartości uzyskamy 60 godz. tygodniowo. Liczba 72, to efekt przeniesienia praktycznego rozwiązania funkcjonującego w państwach członkowskich na polski grunt. Ale niektórzy prawnicy uważają, że tym właściwym wymiarem byłby 78-godzinny czas pracy. Jeżeli bowiem przyjmiemy, że w tygodniu jest 168 godz. (7 dni przemnożone przez 24 godz.) i od tej wartości odejmiemy 55 godz. (11 godz. obowiązkowego nieprzerwanego dobowego odpoczynku przemnożone przez 5 dni roboczych) oraz 35 godz. obowiązkowego nieprzerwanego odpoczynku tygodniowego, wówczas otrzymamy owe 78 godz. pracy w tygodniu. Należy też pamiętać, że do pracy w systemie opt-out lekarza zmusić nie można. Jeżeli jednak medyk zdecyduje się na takie rozwiązanie, wówczas swoją zgodę będzie zobowiązany złożyć na piśmie, a jego oświadczenie woli nie może budzić żadnych wątpliwości. Niepodjęcie pracy w systemie opt-out, według ustawowych zapisów, nie może być przesłanką do podejmowania przez pracodawcę jakichkolwiek działań dyskryminujących. Elastyczny odpoczynek Trudność z jednoznacznym określeniem wymiaru czasu pracy lekarza, który wyraził zgodę na klauzulę opt-out, to nie jedyna nieścisłość zawarta w nowych przepisach. Nie wiadomo jak właściwie odnieść się do pojęcia dyżuru medycznego. Ustawodawca operuje tym pojęciem w odniesieniu do różnych sytuacji prawnych, ale jednocześnie orzekł, że dyżur medyczny należy wliczyć do czasu pracy. Czy zatem mamy do czynienia z dyżurem, czy tylko z wydłużonym czasem pracy? Jeśli jednak przyjąć, że posługiwanie się określeniem dyżuru medycznego jest zasadne, to nie jest oczywiste jak długo powinien on trwać. Mec. Elżbieta Barcikowska-Szydło wychodzi z założenia, że jeżeli lekarzowi przysługuje 11 godz. nieprzerwanego odpoczynku na dobę, a podstawowy czas pracy wynosi 7 godz. 35 min., to na dyżur pozostaje zaledwie 5 godz. 25 min. Natomiast według mec. Leszka Kubicza 11-godzinny czas odpoczynku można rozliczyć w kolejnej dobie. Dlaczego? Ponieważ w nowelizacji zapisano, że 11-godzinny odpoczynek przysługuje - po zakończeniu dyżuru, ale w ustawie nie zapisano jak długi jest dyżur. W praktyce może to oznaczać, że lekarz będzie pracował 24 godziny non stop, a przysługujący mu odpoczynek dobowy zostanie rozliczony w kolejnej dobie. Nieuchronna praca zmianowa? Lekarze, dyrektorzy placówek, jak również prawnicy dywagują też nad tym, czy nowe regulacje nie prowadzą prostą drogą do pracy zmianowej. Wówczas medycy, podobnie jak pielęgniarki, pracowaliby w systemie równoważnym - 12/12. Niby logiczne, ale czy słuszne? Lekarze podnoszą, że w takiej sytuacji trudno będzie zapewnić pacjentom właściwą pomoc lekarską. Bowiem, gdyby lekarze wykonywali pracę w tym systemie, to chorzy musieliby mieć kilku lekarzy prowadzących. Pytają: Kiedy mielibyśmy wymieniać się informacjami na temat procesu leczniczego pacjentów? Choć, zdaniem mec. Barcikowskiej, samym lekarzom praca zmianowa mogłaby przynieść wymierne korzyści. Mogliby ustalić grafik dyżurów w taki sposób, by nie kolidowały one z ich pracą w innych jednostkach, choćby prywatnych gabinetach. Ale droga do tego, według mec. Barcikowskiej, nie będzie ani prosta, ani szybka. W jej ocenie przejście na pracę zmianową, w rozumieniu przepisów prawa pracy, będzie oznaczało istotne pogorszenie warunków zatrudnienia. Wcześniej więc trzeba będzie spisać nowe regulaminy zakładowe, które muszą zatwierdzić związki zawodowe, a negocjacje zapewne potrwają jakiś czas, ale też konieczna będzie weryfikacja umów pracowniczych i w konkretnych przypadkach sporządzenie nowych. Dwie strony kontraktu Teoretycznie rozstrzygnięciem dwóch powiązanych ze sobą kwestii - norm czasu pracy lekarzy oraz zabezpieczenia medycznego pacjentów - mogłaby być rezygnacja z umów o pracę na rzecz umów cywilnoprawnych. Jakkolwiek praktyka pokazuje, że lekarze, którzy zdecydowali się na wykonanie tego kroku, są zadowoleni z poziomu osiąganych zarobków, to jednak trzeba pamiętać, że również etat ma swoje zalety. Kontrakt spisywany na określony czas kiedyś wygasa i nie ma gwarancji, że po tym czasie zostanie przedłużony. Zaś pracownika zatrudnionego na umowę o pracę nie tak łatwo się pozbyć. Do tego dochodzą osłony socjalne, o których lekarz kontraktowy może jedynie pomarzyć oraz perspektywa zagwarantowanego świadczenia emerytalnego. Z punktu widzenia młodego lekarza rozpoczynającego karierę zawodową ten argument może nie przedstawiać większej wartości, ale medyk, który ma zaledwie kilka lat do emerytury - kilka razy zada sobie pytanie, czy warta skórka za wyprawkę. Dlatego można by rozważyć opcję objęcia składką emerytalno-rentową umowy cywilnoprawnej. Minister Kopacz w tej sprawie nie zajęła jeszcze jednoznacznego stanowiska, choć przyznaje, że propozycja jest godna rozważenia. Zapowiada też konieczność znowelizowania nowych przepisów, w taki sposób, by zachować ducha dyrektywy unijnej przy jednoczesnym uwzględnieniu możliwości polskich szpitali. Przy tej okazji należałoby wyprostować wszelkie prawne nieścisłości, których w nowych przepisach nie brakuje. Gotowość lepsza i gorsza Niektórzy prawnicy mają też problem z definicją tzw. gotowości. Kodeks pracy stanowi, że czasem pracy jest czas, w którym pracownik pozostaje w dyspozycji pracodawcy w zakładzie pracy lub w innym miejscu wyznaczonym do wykonywania pracy. Mec. Barcikowska zadaje zatem pytanie: Jeśli lekarz siedzi w domu i czeka na telefon ze szpitala to pracuje czy nie? A gdyby siedział na oddziale i w tym czasie nie wykonywał żadnych czynności medycznych, to byłby to jego czas wolny? Zdaniem mecenas samo zobowiązanie lekarza do pozostawania w gotowości do świadczenia usług medycznych powinno być traktowane w taki sam sposób jak praca na oddziale. Dlaczego zatem lekarz za samą gotowość ma otrzymywać połowę obowiązującej stawki godzinowej, a dopiero po wezwaniu go do zakładu przysługuje mu zapłata w pełnej, 100-procentowej wysokości? Na razie można odpowiedzieć: bo tak zdecydował ustawodawca, ale czy przyjął słuszne założenie? Pani minister możemy podpowiedzieć, że warto, by pochyliła się i nad tą kwestią. Odnaleźć równowagę W tej chwili pewne jest tylko jedno - od decydentów lekarze dostali do rąk kartę przetargową w walce o wyższe wynagrodzenia. I to od lekarzy zależy, w jaki sposób się nią posłużą. Nie można zaprzeczyć, że za ciężką pracę należy się godziwe wynagrodzenie, ale pojęcie "godziwe" ma charakter relatywny. Dlatego patrząc na problemy, z którymi borykają się lekarze, nie należy zapominać, że nie funkcjonują oni w oderwaniu od rzeczywistości. A w uproszczeniu przedstawia się ona tak: możliwości finansowe placówek są ograniczone, a potrzeby lecznicze pacjentów znaczne. Dorota Leszczyńska Gazeta Lekarska 2007-12 - pismo izb lekarskich. Wydawca: Naczelna Rada Lekarska. Dla członków izb lekarskich bezpłatnie. |
Wstecz
W górę ekranu
Copyright (c) 2005
Korespondencja: lekarska@gazeta.pl
Uwagi techniczne: serwis@gazetalekarska.pl
Data utworzenia: 2007-12-12