![]() |
Dobra kondycja, ale potrzebna perspektywa rozwoju Pacjentki, które decydują się na leczenie lub rodzenie dziecka w szpitalu ginekologiczno-położniczym przy ul. Inflanckiej w Warszawie, zwykle są bardzo zadowolone ze swojego wyboru. W grubych murach, pamiętających jeszcze koniec XIX wieku, jest sterylnie czysto i zacisznie, a przyjazne stosunki między personelem rzutują na ogólną atmosferę w placówce. W ostatnich kilku latach w szpitalu przeprowadzono wiele zmian, np. zmniejszono liczbę łóżek - ze 138 do 93. Efekt tych zmian jest korzystny, systematycznie obniżają się koszty. Szpital, chyba jako jeden z nielicznych w województwie, nie jest zadłużony. A przecież jest placówką jednoprofilową, zakres jego usług obejmuje m.in. dziedzinę, w której na skutek zmian demograficznych znacznie zmniejszyła się liczba świadczeń - ogólna liczba porodów w kraju spadła. Jednak w szpitalu na Inflanckiej utrzymuje się na stałym poziomie - ponad 2 tys. rocznie.Do wspomnianych zmian trzeba zaliczyć przygotowanie bloku porodowego A, o podwyższonym standardzie rodzenia - pojedyncze pokoje z telefonem i telewizorem, zwiększona obsada, możliwość towarzyszenia osób bliskich. Niestety środki otrzymywane z kasy chorych, a obecnie NFZ nie pokrywają kosztów takiego porodu i część z nich pacjentki muszą ponosić same. Dodatkową opłatę wnoszą też za znieczulenie zewnątrzoponowe w przypadkach, gdy nie ma do tego wskazań lekarskich, a one chcą z niego skorzystać. W placówce jest też: drugi blok porodowy - o nieco niższym standardzie, oddział noworodków - zmniejszony, bo dzieci leżą z matkami, a także oddziały - ginekologii, patologii ciąży oraz "jednego dnia". Szczególnie ten ostatni oddział cieszy się dużym powodzeniem - wykonywane w nim są wszystkie drobne zabiegi ginekologiczne, niewymagające dłuższego pobytu w szpitalu, w tym sporą część stanowią operacje laparoskopowe. Znaczne skrócenie hospitalizacji, czasami nawet do jednego przedpołudnia, odpowiada zapracowanym kobietom. Na tym oddziale w ogóle nie czeka się na miejsce. Natomiast na poważniejsze zabiegi - ok. 2 tygodni. - Pacjentki często wybierają naszą placówkę jako miejsce zabiegu czy też hospitalizacji w przypadku patologii ciąży - mówi dr Anna Obłocka, zastępca ordynatora oddziału ginekologicznego. - Gdyby pieniądze naprawdę szły za pacjentem, nie mielibyśmy żadnych kłopotów. Ale tak nie jest. W ubiegłym roku np. wykonaliśmy 1500 zabiegów jednego dnia, a kasa chorych zapłaciła tylko za 900. Na szczęście dopłaciła za wszystkie porody ponad limit, w tym wydatnie zwiększyła limit zabiegów jednego dnia. Po zabiegach szpital zapewnia stałą opiekę we własnej przychodni, jak również 21-dniową opiekę po porodzie. Jeżeli w tym czasie cokolwiek stanie się noworodkowi, natychmiast może wrócić do szpitala wraz matką. W 1997 r. placówka, jako jedna z pierwszych w Warszawie, otrzymała tytuł "Szpital przyjazny dziecku". Podstawą uzyskania tego tytułu było promowanie naturalnego karmienia piersią. - Tytuł ten otrzymaliśmy już dwukrotnie - mówi Iwona Hyska, zastępca dyr. ds. pielęgniarek i położnych. - Było przy tym dużo pracy (wprowadzenie systemu "10 kroków", edukacja pacjentek skłanianych do tego, by karmiły piersią, pozbyły się złych nawyków dokarmiania butelką, "wykreślenie" smoczków z użytku), a żadnych wymiernych korzyści finansowych. Tylko splendor i dyplom, ale to nas nie zniechęciło. Mamy przychodnię laktacyjną z bezpłatnymi konsultacjami dotyczącymi karmienia piersią. Ostatnio przystąpiliśmy do programu badania przesiewowego słuchu u wszystkich noworodków. Przygotowujemy się także do akredytacji, zaczęliśmy już zmiany (remonty) w izbie przyjęć i bloku operacyjnym, monitorujemy zakażenia szpitalne, wprowadzamy standardy w poszczególnych jednostkach chorobowych, wdrożyliśmy schemat postępowania z odpadami medycznymi. Szpital jest otwarty, rodziny mogą odwiedzać go o każdej porze dnia, choć otwarcie to bywa czasami uciążliwe dla pacjentek. W szpitalu dominują sale 2 - 3-osobowe, większe są tylko na patologii ciąży. Wyposażenie to m.in. aparatura do monitorowania ciąży w ostatnim trymestrze (7 ap.), 2 usg. Kadra składa się z 16 ginekologów (w tym 7 z II st. specjalizacji), 76 pielęgniarek i położnych, większość z wykształceniem średnim i kursami kwalifikacyjnymi z anestezjologii i intensywnej terapii, z pielęgniarstwa operacyjnego, 2 mają specjalizację. Ponadto szpital zatrudnia 5 anestezjologów, 5 pediatrów i 4 konsultantów (internista, urolog, okulista i chirurg). Placówka prowadzi własną kuchnię. Choć koszt dzienny wyżywienia (8 zł) jest - zdaniem pracowników - wysoki, nie chcą go zmniejszać, bo ciężarne pacjentki i matki karmiące muszą być odżywiane dobrze. Organem założycielskim szpitala jest urząd prezydenta stolicy, ale nie ma z tego tytułu żadnych korzyści. Nie otrzymuje dotacji na remonty ani zakup sprzętu, a każdy wydatek musi być konsultowany z organem założycielskim. Samodzielność jest iluzoryczna. Trudno też robić długofalowe plany. Gdyby przyszłość szpitala była sprecyzowana - mówią zarządzający - to stworzylibyśmy kompleksową wizję opieki nad kobietą w ciągu całego jej życia: od leczenia bezpłodności, przez opiekę w okresie ciąży i porodu, aż po leczenie okresu menopauzy i schorzeń gruczołów piersiowych. Mamy doskonałe położenie - w centrum Warszawy, a jednocześnie w miejscu spokojnym, na pięknej, dużej działce. Obiekt, choć stary (budowany na urząd celny dla Dworca Gdańskiego w czasach zaboru rosyjskiego, dopiero po II wojnie światowej stał się szpitalem), jest w bardzo dobrym stanie, a wyposażenie w sprzęt jest dostateczne. Mamy wszystkie atuty, ale tworzenie planu strategicznego wymaga jednak dłuższej perspektywy czasowej. - Ogólna kondycja naszej placówki jest dobra - mówi Janusz Siemaszko, dyrektor szpitala od 10 lat. - Zajmujemy trzecie miejsce (na 11 szpitali i oddziałów ginekologiczno-położniczych) pod względem liczby porodów w Warszawie, po szpitalu św. Zofii i klinice na Karowej. Jest to ok. 2,5 tys. porodów rocznie. Podobnie w czołówce jesteśmy pod względem wykonywanych operacji. A jednak - po doświadczeniach 2000 r., kiedy to niespodziewanie znaleźliśmy się na "czarnej liście" szpitali zadłużonych, a więc planowanych do likwidacji - nie jesteśmy pewni swojej przyszłości. A zadłużeni wówczas nie byliśmy. Efektem tamtych wydarzeń było znacznie zmniejszenie naszego kontraktu. Mimo to przetrwaliśmy, a następne lata były lepsze. Pacjentki chętnie wybierają nasz szpital, nawet te spoza miasta (9 proc.), mamy pacjentki z Radomia, Grodziska, Żyrardowa, Sochaczewa, z obrzeży Warszawy. Nie znamy zamierzeń władz w stosunku do naszego szpitala, najczęściej dowiadujemy się o nich z prasy, ale nie wszystkie - na szczęście -okazują się prawdziwe. W tym szpitalu nie ma już co restrukturyzować, a połączenie z innym lub przeprofilowanie wydaje się niecelowe. Natomiast poszerzenie zakresu świadczeń w ramach podstawowego profilu byłoby dla nas ze wszech miar korzystne. Ale o tym nie możemy sami decydować. Małgorzata Skarbek Fot. Marek Stankiewicz |
Wstecz
W górę ekranu
Copyright (c) 2004
Redaktor:
puls@warszawa.oil.org.pl
Data utworzenia: 2003-10-14