![]() |
Jeżeli ambitny i uzdolniony trzydziestolatek z dyplomem doktora medycyny, asystent uniwersytecki, wybiera się na stypendium Rockefellera, można mu śmiało wróżyć wielką karierę i wygodne życie. Ale ta wróżba, jak każda inna, nie musi się spełnić. Zwłaszcza w Polsce. Prof. Zdzisław Michalski, znany przed wojną internista warszawski, jest tego przykładem. Jego życiorys zaczyna się charakterystycznie dla Polaka urodzonego pod zaborem rosyjskim (1892, Warszawa): prywatne polskie gimnazjum w Warszawie i rosyjska matura w Petersburgu, bo tylko ona gwarantowała wstęp na wyższą uczelnie. Studia na Uniwersytecie w Dorpacie, ponieważ warszawskie uczelnie objęte były wówczas bojkotem przez Polaków. Wreszcie - wcielenie do rosyjskiego wojska po wybuchu I wojny światowej.Studia i wojna W wojsku znalazł się w charakterze tzw. podlekarza. "Miałem uczucie niesmaku, że korzystam zupełnie niesłusznie z uprawnień lekarza" - pisze w swoich pamiętnikach. - "Żałowałem, że nie wstąpiłem do wojska po prostu jako szeregowiec, co też po dziesięciu miesiącach wojny ostatecznie zrobiłem". Zrobił więcej: skończył kurs Oficerskiej Szkoły Piechoty w Odessie, dzięki czemu wylądował w Polskiej Brygadzie Strzelców. W wojsku radzi sobie świetnie. Jeszcze w pułku wyborskim otrzymuje Czerwony Temblak za odwagę. Jednak kiedy tylko może, wyrywa się z frontu do Dorpatu, żeby zdawać egzaminy. Gdy wybucha rewolucja, oczekuje szybkiego zakończenia wojny. "Rewolucja w jednej chwili spowodowała taki chaos w wojsku rosyjskim, że mógłbym spokojnie siedzieć w szpitalu i uniwersytet kończyć. Jednak go nie skończyłem i wziąwszy tylko absolutorium, wróciłem do pułku". Przenosi się z powrotem do służby sanitarnej, już jako lekarz. Kończy kurs wenerologii. Chorych wenerycznie szacowano wtedy w armii rosyjskiej na 3 miliony, pacjentów mu więc nie brakuje. "Wiadomości z zakresu leczenia kiły, nabyte w czasie rewolucji, starczyły mi na całe życie" - twierdzi. 11 listopada 1918 roku wita w Krakowie niepodległość Polski. Znów jest w służbie sanitarnej, ale równocześnie, mimo zamknięcia uniwersytetu, uczy się do egzaminów. "Egzaminy były dla mnie, z moją już samodzielną przeszłością, czymś szalenie upokarzającym" - przyznaje. - "Mordowałem ten doktorat nieszczęsny, gdy moi towarzysze z brygady i dywizji wschodniej krwawili na wszystkich frontach, budując zręby nowej Rzeczypospolitej". Propozycja asystentury u prof. Józefa Hornowskiego, anatomopatologa na Uniwersytecie Warszawskim, przychodzi w samą porę. Zdzisław Michalski chce być internistą. Uważa, że czas spędzony przy stole sekcyjnym mu w tym pomoże. Jedzie do Warszawy rozpocząć nowe życie. Wojna bolszewicka Jeszcze w okresie studiów w Dorpacie dopada go pierwszy atak gruźlicy. Postawił sobie wtedy za cel wynalezienie skutecznego środka przeciw tej chorobie. U prof. Hornowskiego zajmuje się więc bakteriologią, a także chemią lipidów. Ale w jego życie znów wdziera się wojna - tym razem z bolszewikami, w 1920 roku. Chce być oficerem liniowym, jednak w pułku Adama Koca, do którego się zgłasza, brakuje lekarzy. "Po paru dniach pobytu na froncie zorientowałem się, że największe doświadczenie wojskowo-frontowe w pułku mam ja, a jako lekarz - byłem bezsilny" - pisze. Przychodzi 15 sierpnia 1920 roku. "Modliłem się tej nocy tak gorąco, jak nigdy" - przyznaje. Z armią gen. Andersa dochodzi do Wilna. Z wojny przywozi Krzyż Walecznych. W Warszawie czeka żona, wkrótce rodzi się syn. Zostaje etatowym asystentem w Klinice Wewnętrznej UW u prof. Kazimierza Rzętkowskiego. Ogłasza własną biochemiczną metodę określania poziomu cholesteryny we krwi. Do badań nad jej rolą w gruźlicy dorabia część kliniczną i biochemiczną. Jego monografia zdobywa nagrodę w konkursie Warszawskiego Towarzystwa Lekarskiego. Pieniądze wystarczają na zakup spodni, ale satysfakcja jest wielka. Kolejną nagrodę, w konkursie Polskiej Akademii Lekarskiej, otrzymuje wraz z dr Janiną Dąbrowską za pracę "Powstawanie miażdżycy naczyń w oświetlaniu fizykochemicznym". Jego prace w dziedzinie patofizjologii miażdżycy miały charakter pionierski i były podstawą późniejszej habilitacji. Stypendium Rockefellera W 1923 roku Wydział Lekarski deleguje dr. Michalskiego na roczne stypendium Rockefellera. Może pojechać, dokąd zechce. Wybiera pół roku w Paryżu i drugie pół w Anglii. 180 USD miesięcznie plus koszty dodatkowe, po przeliczeniu na złotówki, stanowiły w tamtych czasach majątek. Jak przypuszcza, nie wydawał tyle przez cały rok. W Paryżu zostaje przyjęty do kliniki prof. Acharda. Pracuje od ósmej do ósmej: w klinice, laboratorium i czytelni, chodzi też na wykłady na wydziale lekarskim, zalicza 3-miesięczny kurs bakteriologii w Instytucie Pasteura. Szpital Beaujon, w którym znajduje się klinika, to, jak pisze, potworna buda; nawet warszawski Szpital Świętego Ducha wygląda przy nim nowocześnie. Są tam sale 60-łóżkowe! "Nad łóżkami, na półkach, stały na czas obchodu Acharda słoje z moczem, a jeśli były jakieś zaburzenia kanału pokarmowego, to i z kałem!". Natomiast laboratorium, co prawda w baraku, ale było tak wyposażone, że w Polsce próżno by szukać podobnego. W Londynie zgłasza się do prof. MacLeana, autorytetu w dziedzinie fosfolipin, który prowadzi klinikę wewnętrzną w Szpitalu Świętego Tomasza. "Po najgorszym szpitalnictwie w Europie - francuskim, zostałem przeniesiony do idealnego - angielskiego". Jednak poziom umysłowy studentów ocenia jako bardzo niski, o wiele niższy niż w Polsce. "Interesują się zawodem i sportami, literaturą piękną nie zajmują się wcale" - dziwi się. W Londynie odbywa kurs chorób serca, a w Edynburgu, ówczesnym centrum brytyjskiej medycyny praktycznej - kurs interny. "Tam nauczyłem się po raz pierwszy w życiu porządnie bakteriologii" - przyznaje. - "Edynburg był dla mnie studnią praktycznej wiedzy lekarskiej i Anglii zawdzięczam swe późniejsze powodzenie w prywatnej praktyce lekarskiej w Warszawie". W II Rzeczypospolitej Prywatnych pacjentów po powrocie do Warszawy mu nie brakuje. Leczy m.in.: Władysława Reymonta, Stanisława Przybyszewskiego, potem prezydenta Ignacego Mościckiego i jego żonę. Szukając samodzielnego stanowiska, wygrywa konkurs na naczelnego lekarza sanatorium w Otwocku. Była to wówczas stacja klimatyczna, do której chorzy zjeżdżali nawet z Berlina. Z miejsca zdobywa ogromne powodzenie, co idzie w parze z apanażami. Ma ochotę zostać tam na stałe, wybiera jednak ordynaturę w Szpitalu Świętego Stanisława. "Porzucając Otwock i wracając na ordynaturę do Warszawy, przekreśliłem swą ostatnią szansę na spokojne życie i dostałem się w świat intryg lekarskich, które w ostatecznym wyniku przegrałem" - podsumowuje. Do wyjazdu na stypendium Rockefellera miał opinię świetnie zapowiadającego się lekarza. "Było tak w pewnym sensie i później, ale przez odkrycie mych zapatrywań ogólnych zyskałem sobie potężnych wrogów" - przyznaje. Niezwiązany z żadną partią polityczną, miał poglądy prawicowe, narodowe, endeckie, które zdecydowanie określały jego sympatie i antypatie, nie tylko polityczne. "W różnych sytuacjach życiowych podejmował decyzje nie zawsze słuszne, ale zawsze zgodne z własnym przekonaniem. Nigdy nie był oportunistą" - stwierdzał po latach jego kuzyn i uczeń, doc. dr med. Wandalin Massalski. Wkrótce po habilitacji, w 1930 roku, obejmuje oddział wewnętrzny w Szpitalu Przemienienia Pańskiego na Pradze. Szpital, w którym w 1914 roku stawiał pierwsze kroki jako student medycyny, stał się metą jego kariery lekarskiej. Tam kontynuował badania nad leczeniem gruźlicy. Ich efektem było opracowanie własnej szczepionki, a także wprowadzenie do leczenia preparatów miedzi i kwasu salicylowego. Nieznany do tej pory preparat - glikokolan miedzi - został zsyntetyzowany przez ówczesnego studenta medycyny Wandalina Massalskiego, który po latach tak oceniał te doświadczenia: "Być może badania prof. Michalskiego były zachętą dla innych i pozwoliły na wprowadzenie do lecznictwa soli kwasu paraminosalicylowego, miedź natomiast, podobnie jak złoto, została skreślona z listy leków stosowanych w gruźlicy". Okupacja niemiecka W przeddzień wybuchu II wojny światowej doc. dr Zdzisław Michalski zostaje dyrektorem Szpitala Przemienienia. Będzie pełnił tę funkcję aż do kwietnia 1945 roku. Do ostatniej chwili nie wierzy w możliwość wybuchu wojny. Do tego stopnia, że bomby spadające na Warszawę go zaskakują. Po pierwszych bombardowaniach, gdy szpital kołysze się jak okręt, jakby miał się za chwilę zawalić, a zewsząd sypie się gruz, część personelu ucieka w panice, by już nie wrócić. Pozostały personel dyrektor trzyma żelazną ręką, dzięki czemu szpital funkcjonuje. "Co prawda - w rezultacie wszyscy bali się mnie jak diabła" - wspomina. Budynek szpitalny jest, z racji swego położenia, szczególnie wystawiony na ataki lotnicze. Niedaleko, ale w bezpieczniejszym miejscu, stoi 4-piętrowy, pusty akademik. W kilka godzin około 600 pacjentów zostaje tam przeniesionych. Teraz głównym zagrożeniem jest gestapo, które poszukuje w szpitalu rannych akowców. Ci ostatni przez całą okupację będą znajdować pomoc w "Przemienieniu". Trafią tu ranni w zamachu na Kutscherę. Tutaj zostanie przewieziony, skatowany przez gestapo w śledztwie, Jan Bytnar, ps. "Rudy", który został odbity w akcji pod Arsenałem i wkrótce potem zmarł. W styczniu 1944 roku niemieckie poszukiwania rannego akowca omal nie kończą się dla dyrektora tragicznie. Gestapowcy zamykają go w podziemiach "Kripo" - policji kryminalnej, u zbiegu Alej Ujazdowskich z Koszykową. Ale gestapowiec bierze ogromną łapówkę i dr Michalski wychodzi na wolność. Po czterech latach znajdzie się tam ponownie - na dłużej. W Szpitalu odbywa się tajne nauczanie studentów ze "Szkoły Zaorskiego", która działając jawnie, pod przykrywką szkoły zawodowej, uczyła tajnie medycyny i organizowała praktyki szpitalne. Wykładowcy i studenci otrzymują w szpitalu bezpłatne posiłki. 1 sierpnia 1944 roku szef sanitarny AK na Pradze zawiadamia dyrektora, że o 5. wybuchnie powstanie. Wycofując się z Pragi, Niemcy wysadzają wszystkie mosty. Na miejscu artylerii niemieckiej stoi sowiecka, szpital jest ostrzeliwany przez Niemców. Konieczna jest ponowna ewakuacja - na Grochów, do gmachu po szkole przy ul. Boremlowskiej. I tak powstaje "Akademia Boremlowska", która już 1 listopada 1944 roku przekształca się w Wydział Lekarski UW. Wykład inauguracyjny wygłasza prof. Zdzisław Michalski. PRL 4 lata później zostaje aresztowany. Ulotka, w której wzywał narody Związku Radzieckiego do buntu przeciwko reżimowi stalinowskiemu, zamiast do brytyjskiego MSZ-u, trafia do bezpieki. Wyrok: 7 lat więzienia, utrata praw publicznych i obywatelskich przez 3 lata, przepadek mienia. Wyszedł po 2 latach i 7 miesiącach. Bierut najpierw zmniejszył mu wyrok do 4 lat, potem zawiesił wykonanie reszty kary. Powodem była postępująca gruźlica, przesądziło jednak wstawiennictwo wysokiego urzędnika, męża dawnej pacjentki. Po gomułkowskiej amnestii prof. Michalski otrzymał emeryturę dla zasłużonych, ale wyrok został utrzymany w mocy. Rehabilitacja nastąpiła w 1990 roku, po 30 latach od śmierci profesora. 27 lutego o dramatycznych kolejach życia ojca opowiadała w Klubie Lekarza Magdalena Michalska. Było to spotkanie Sekcji Historycznej Polskiego Towarzystwa Lekarskiego. Cytaty w tekście pochodzą z pamiętników prof. Zdzisława Michalskiego Przez okopy, alkowy ...do medycyny, wydanych przez Okręgową Izbę Lekarską w Warszawie w 1992 roku. Zdjęcia - z archiwum mgr Magdaleny Michalskiej. Ewa DOBROWOLSKA |
Wstecz
W górę ekranu
Copyright (c) 2004
Redaktor:
puls@warszawa.oil.org.pl
Data utworzenia: 2004-04-07